Cerkwie - opuszczone ratowane
Łopienkagmina Cisna, powiat leski, województwo podkarpackie
Świątynia
Rok budowy1811 (?)
Wezwanie cerkwi greckokatolickiejŚw. Męczennicy Paraskewii
Rejestr zabytkówA-708 z 16.03.1972
MateriałMurowana
Znane daty remontów/przebudówPrawdopodobnie przed 1852, 1972, 1990–2011
Funkcja, stan obecnyPod opieką Towarzystwa Karpackiego
Dzwonnica
Rok budowyXIX w.
Stan obecnyRekonstrukcja
MateriałDrewniana
Rejestr zabytków-
Cmentarz przycerkiewny
Stan obecnyDwa nagrobki
Rejestr zabytków-
Dodatkowe informacje Cerkiew wzniesiono według austriackiego wzornika landpfarrkirche prawdopodobnie między rokiem 1811 a 1829. Do czasu wysiedleń w 1947 r. była największym sanktuarium maryjnym w zachodnich Bieszczadach. Na odpusty przybywały tu tysiące wiernych. Po wysiedleniach świątynia popadła w ruinę, a w latach 70. XX w. górale podhalańscy trzymali w niej owce. W 1986 r. prace przy cerkwi rozpoczął Zbigniew Kaszuba z pomocą licznych wolontariuszy, przy współudziale SKOnZSC przy ZG TOnZ, a potem Towarzystwa Karpackiego. Dziś cerkiew, wraz z kaplicą grobową i dzwonnicą, są odbudowane i służą celom kultowym.
wszystkie zdjęcia [6]

Na odbudowę cerkwi w Łopience można spoglądać z różnej perspektywy.
Można chronologicznie odnotować poszczególne etapy prac: od początkowych prac porządkowo przygotowawczych prowadzonych siłami studentów i wolontariuszy, poprzez konkretne prace budowlane wymagające fachowej siły roboczej, a skończywszy na upiększaniu, dopieszczaniu wnętrza świątyni.
Można  przedstawić odbudowę w liczbach. Czas odbudowy 21 lat. Ilość zużytego cementu – 3,5 t, wapna – 12 t, stali – 3,5 t, piasku – 48 m³… itd.
Można skupić się na trudnościach, jakie trzeba było pokonać żeby rozpocząć remont i żeby doprowadzić go do końca.
Można prześledzić losy poszczególnych osób, które zaangażowały się w odbudowę cerkwi, które do dziś czują się związane z Łopienką.
Można snuć długie opowieści o różnych zdarzeniach, zabawnych, dziwnych i smutnych, które miały miejsce podczas odbudowy.
Można patrzeć na to jak na zjawisko socjologiczne i zastanawiać się jaki miało wpływ na postawy społeczne.
Można…
Tak, na pewno jest wiele możliwości, a każda mogłaby być tematem dłuższej prelekcji, ja jednak chciałbym się ograniczyć do jednego pytania:
Czy warto było?
To pytanie zadaje się sobie, kiedy człowiek spogląda wstecz i analizuje swoje wybory. Jest także inna sytuacja, kiedy zadajemy je innym, gdy jesteśmy ciekawi jak ktoś ocenia z perspektywy czasu swoje decyzje, albo gdy tych decyzji nie rozumiemy, kiedy nie widzimy sensu czyjegoś postępowania.
Tak często słyszałem tego typu pytania:  Czy warto? A po co? Tutaj, na takim odludziu? Dla kogo? Przecież tu nie ma wiernych? A co dalej?
Tak samo pytali urzędnicy zatwierdzający projekt rekonstrukcji cerkwi: Dlaczego Łopienka? Przecież jest tyle innych obiektów. A kto zapewni, że pieniądze nie zostaną zmarnowane? Jakie ma być przeznaczenie? Zróbcie jakiś plan zagospodarowania.
Dobrze, że w tym przypadku była to najstarsza murowana cerkiew w Bieszczadach, dobrze że przed wojną było tu Sanktuarium Maryjne – to przemawia, to jest argument.
Tak było na początku i w trakcie odbudowy – a teraz: Czy warto było?
Zadaję to pytanie nie po to aby udzielić odpowiedzi. Nie będzie tu analizy zysków i strat, za i przeciw.
Tak naprawdę to pytanie jest prowokacją i nie jest skierowane do ludzi odbudowujących cerkiew ale do każdego z osobna.
Jaka jest właściwa motywacja do podejmowania takich wysiłków? Na jakiej zasadzie można decydować, że coś nadaje się do uratowania lub nie?
Ekonomia jest nieubłagana – co przestarzałe wymaga zbyt dużych nakładów należy eliminować. Co gorsze, dożyliśmy czasów, kiedy taki schemat z biznesu przechodzi pomału na inne sfery życia. Czy jednak nie budzi to naszych wątpliwości, czy w tym wszystkim nie gubimy naszej wrażliwości?
To smutne, ale od lat jesteśmy przyzwyczajani, że wszystko musi się opłacać, że najważniejszy jest rachunek ekonomiczny, że musi być biznesplan, który gwarantuje sukces a głupcem jest ten, kto porywa się na coś bez odpowiednich środków, dobrowolnie wyrzeka się własnych przyjemności – traci czas, zdrowie, pieniądze. Jak wiele osób pukało się w głowę gdy bez żadnych środków, narzędzi, prądu rozpoczynaliśmy pierwsze prace porządkowe przy cerkwi. Jak często ludzie rezygnowli z pracy przy cerkwi gdy okazywało się jak trudne są warunki i jak symboliczne wynagrodzenie. I  chyba tak naprawdę nikt nie wierzył, że uda się doprowadzić cerkiew do stanu obecnego – a jednak…
Wobec tego, czy rzeczywiście pieniądze muszą decydować o wszystkim? Czy za każdym sukcesem stoją wielkie pieniądze? Ze zdziwieniem usłyszałem kiedyś jak ktoś z pełnym przekonaniem opowiadał innej osobie, jakie wielkie pieniądze płyną z Kanady na odbudowę cerkwi. Sęk w tym, że jakoś nigdy nie dotarły do Łopienki, ale w przeciętnej świadomości nie mieści się, że mogło być inaczej, że z symbolicznych datków można prowadzić odbudowę.
Dla większości z nas to pieniądz jest na szczycie hierarchii wartości. Chcielibyśmy mieć więcej, żyć lepiej, ale jednocześnie jakże często sami doświadczamy, że pomimo sukcesów, pomimo tego, że jesteśmy otoczeni coraz bardziej doskonałymi urządzeniami, to czegoś nam brakuje, coś tracimy.
Są rzeczy, za które dalibyśmy wiele, a których tak naprawdę nie da się wycenić, nie da się niczym zastąpić, nie da się kupić.
Bo na ile można wycenić uśmiech ukochanej osoby, na którą czeka się z utęsknieniem. Na co można zamienić chwilę, kiedy pierwsze promienie słońca mienią się barwami tęczy na pokrytych rosą sieciach pajęczyn. Za jakie pieniądze można kupić sobie szacunek i czy można powtórnie przeżyć ostatnią chwilę z kimś, kto już odchodzi?
Myślę, że pomimo tego, iż każdy z nas ma swój własny system wartości, to jednak jest jeden wspólny punkt odniesienia, który weryfikuje wszystkie nasze decyzje i który decyduje o naszym człowieczeństwie. I chciałbym żeby oglądając cerkiew w Łopience, właśnie z tej perspektywy, każdy sam odpowiedział sobie na to pytanie: Czy warto było?
Zapraszam do Łopienki.
Zbyszek Kaszuba, członek Towarzystwa Karpackiego, 2013 r.